Close

Asiapok

Asiapok
choroba hashimoto asiapok tarczyca

Dostaję od Was coraz więcej maili i pytań jak sobie radzę z chorobą, co jem, jak znoszę zmienne nastroje i brak energii przez większość czasu. Nie jestem ekspertem, całą swoją wiedzę czerpię z publikacji, rozmów z innymi chorymi na hashimoto, i internetu (blogi, yt), ponieważ nie spotkałam jeszcze na swojej drodze lekarza z powołaniem i chęcią rozmowy o życiu, żywieniu i suplementacji w chorobie Hashimoto. A szkoda ..

Ciekawostki związane z chorobą Hashimoto i moje aktualne problemy z nimi

To, że przy chorobie hashimoto mamy bardzo słaby metabolizm, szybko przybieramy na wadze i mamy problemy ze schudnięciem każda kobieta wie. A wiedziałyście, że brak pięknych brwi też zawdzięczamy hashimoto? Bo ja nie! Okazuje się, że to właśnie przez chorobę wypadają nam włoski z końca brwi (przez co moje kończą się kawałeczek za łukiem:/), i ogólnie tracimy włosy.

Nie ma dnia bez wiadomości z pytaniem co robię, że moje włosy są w tak dobrej kondycji, i że mam ich aż tyle. Ok, są gęste i długie ale po pierwsze zawdzięczam to pracochłonnej pielęgnacji, a po drugie nie macie pojęcia jak wiele z nich wyciągam codziennie ze szczotki, zwłaszcza ostatnio.

Kolejny problem, z którym ostatnio walczę jest ciągła senność i zmęczenie. Rano nie potrafię wstać z łóżka, stojąc w korku oczy same mi się zamykają, ziewam częściej niż zazwyczaj. Nie pomaga kawa, nie pomagają tabletki, nawet pobudzające herbaty.

Nigdy też nie miałam tak przesuszonej skóry chwilę po nawilżeniu! Jedynym plusem Hashimoto jest to, że zmotywowało mnie do regularnego używania oliwek i balsamów, ale też do picia większej ilości wody (chociaż i tak skóra jak była sucha tak jest)..

Teraz ulubiony temat mojego męża – humory i nerwy. Muszę przyznć, że ostatnio dają do wiwatu. Jestem chodzącym strzępkiem nerwów i agresji jednocześnie. Mimo, że bardzo staram się to ukryć, są dni kiedy nie potrafię mimo usilnych starań. Wiecie w pracy jeszcze nad tym panuję, bo praca z ludźmi zobowiązuje, tam działam na pełnych obrotach, ale np. wracając do domu są momenty, że łzy lecą same. Czasem mam powód do płaczu, czasem nie, nie jestem w stanie tego kontrolować.

Podobnie jest w przypadku sensownych wypowiedzi – są chwile kiedy gubię kontekst. Wiem co chcę powiedzieć, zaczynam mówić po czym nie mogę znaleźć słowa, albo przypomnieć sobie co chciałam powiedzieć, czy już to powiedziałam czy tylko o tym pomyślałam.

To nie jest fajne. Naprawdę.

Zwłaszcza, że w takich momentach ludzie dziwnie na mnie patrzą i reagują, ja się spinam, stresuję zadręczając się myślami, że źle mnie  odbierają, za roztargnioną i rozkojarzoną blondynkę;) (dobrze że dystans do siebie pozostał).

Zauważyłam wśród chorych koleżanek jedną wspólną reakcję otoczenia na nasz brak siły na cokolwiek –  można pomyśleć, że jesteśmy leniwi. Ile razy nie odpowiadałam na telefon czy nie odpisywałam na wiadomości po powrocie do domu bo nie miałam siły sięgnąć po telefon. I nie mam tu na myśli siły fizycznej, bo mnie boli ręka, bo telefon jest za daleko, bo za wygodnie mi się leży – tylko siły wewnętrznej na zmierzenie się z niezwykle trudną rzeczą jaką w tym momencie jest dla mnie napisanie kilku słów. Wiem, że ciężko to zrozumieć i można to uznać za wykręcanie się chorobą. Można, ale tak nie jest i to chciałabym żeby był dla Was jasne hashimotki. Nie wstydźmy się mówić, że coś nam nie idzie przez chorobę, że na coś nie mamy siły, że jest nam ciężko. To nie jest łatwe, dla mnie też było to wyzwanie publicznie przyznać się do słabości spowodowanej chorobą, ale widzę, że osoby z mojego otoczenia przyjmują to z czasem całkiem dobrze :)

Jak widzicie nie jest kolorowo i życie z chorobą hashimoto potrafi zniechęcić do działania i radości, pomimo tego, że obca osoba patrząca na nas z boku powie, że wyglądamy na zdrowych, i co to za choroba takie hashimoto. Zgodzicie się ze mną?

Dlatego postanowiłam coś z tym zrobić, więc zdecydowałam się wdrożyć plan działania na walkę z hashimoto o czym przeczytacie w dalszej części posta.

Badania które powinniśmy wykonać przy chorobie Hashimoto

Z moich poprzednich postów, które możecie przeczytać tutaj i tutaj wiecie już troszkę na temat mojej wieloletniej przygody z chorobą. Dzisiaj chciałabym znowu podsumować kilka rzeczy związanych z diagnostyką przy chorobie hashimoto.

Idąc do endokrynologa możemy poza mofrologią i biochemią liczyć na aż trzy dodatkowe parametry: THS, fT3 i fT4. Za każdym razem prosząc o pozostałe parametry lekarz patrzy na nas jak na szurniętych hipochondryków. I tu myślę też się ze mną NIESTETY zgodzicie.

Są takie badania, które powinniśmy wykonać w celu ustalenia czy rzeczywiście jesteśmy chorzy, jak bardzo, czy tylko tarczyca, czy jak w przypadku chorób autoimmunologicznych może coś cierpi w parze z nią, a może to nie choroba tarczycy tylko błędnie odczytane wyniki?

  • Jednym z badań krwi jest parametr antyTPO (peroksydaza tarczycowa) która u zdrowej osoby jest dwucyfrowa, natomiast u chorej liczona jest w tysiącach i to właśnie ten parametr potwierdza, bądź wyklucza chorobę.
  • Kolejnym parametrem wartym sprawdzenia jest antyTg (przeciwciała przeciw tyreoglobulinie) oraz antyTRAb (przeciwciała przeciwko receptorowi dla THS).
  • Dodatkowo w hashimoto warto sprawdzić poziom witaminy B12 i witaminy D3.
  • Wg mnie na każdej wizycie lekarz powinien nam zrobić USG tarczycy.
  • Badanie nadnerczy mówiące o tzw. zmęczeniu nadnerczy pozwala określić właśnie czy mamy chorą tarczycę czy problem tkwi w nadnerczach, co  często jest mylone z chorobą hashimoto (tu także mamy zmęczenie, depresję, stres, ochotę na słone przekąski, zmniejszoną wydajność, zaburzenia pamięci itd).
  • Badanie poziomu ferrytyny.

Powyższe badania chcę wykonać w najbliższym czasie, bo jak sami widzicie na podstawie tego co napisałam wyżej, ostatnie tygodnie pokazały mi, że z moją prawie już nie istniejącą tarczycą dzieje się coś złego, i ilość przyjmowanych przeze mnie  hormonów nie jest odpowiednia.

I tu ciekawa historia: 

Tydzień temu podjęłam pierwsze kroki, poszłam do lekarza pierwszego kontaktu po skierowanie do endokrynologa i na badania. Z pierwszym nie było problemu. Odpowiadając na pytania lekarza jakie badania mnie interesują (wymieniłam wszystkie opisane wyżej) lekarz stwierdził, że „chyba nie mam co robić i że ewidentnie mi się nudzi więc wymyślam sobie choroby”…

Mhmm… Chciałabym sobie to wymyślić panie doktorze…

Policzyłam w głowie do 10, uśmiechnęłam się i wiedziałam już, że 3/4 badań niestety będę musiała zrobić prywatnie, bo endokrynolog też mnie na nie nie skieruje, no bo po co? Wystarczy jeść tabletki, które owszem regulują poziom hormonów w organiźmie, ale nie zmniejszają zapalenia tarczycy.

     Jak widzicie początek roku jest u mnie burzliwy i dość trudny, ale nie ma tego złego, bo w końcu będzie dobrze. Czuję to :) A Wy tarczycowcy jakie macie ostatnio problemy, co daje Wam najbardziej w kość? Buziaki!

 

Leave a comment

Facebook plugin is not configured. Please add a website for the facebook comments and a number of comments from the Dashboard > Suarez > Additional Options > Facebook.

  • Karolina
    9 marca 2017

    Nie wiedziałam co to jest Hashimoto, a że dość często spotykam się czytając jakiegoś bloga z tym określeniem postanowiłam sprawdzić. Czytałam o Twoich objawach i z każdym zdaniem miałam wrażenie, że czytam o sobie. W komentarzach również znalazłam następne, które u mnie występują. Nigdy nie kojarzyłam mi ich z żadną chorobą, nawet o tym nie pomyślałam. Aż w końcu trafiłam na ten post.Będę musiała również przeprowadzić te badania.

  • Ania
    15 kwietnia 2016

    Wiem przez co przechodzisz, aż za dobrze! Ja mam podobne objawy, plus jeszcze kilka innych, jak bezsennośc, nieustające bóle mięśni, nadwrażliwość na światło. Na szczęście mój organizm szybko zareagował tabletki i nie pełzam już po ziemi ze zmęczenia, ale mimo to każdy dzień jest udręką. Nie jest to łatwa choroba. Najgorsze jest to, że co idę do lekarza to słyszę ‚po co pani te badania? przecież wiemy na co pani choruje’. No i brak zrozumienia ze strony otoczenia. Życzę Ci wytrwałości kochana, my hashimotki musimy się wspierać, bo nikt inny nas nie rozumie.

  • Ola
    7 kwietnia 2016

    Przeczytałam cały post i chciałabym opowiedzieć o sobie. Mam dopiero 22 lata, a Hashimoto wykryto u mnie jak skończyłam 20lat. Zaczęło się od tego, że nagle zaczęłam tyć, włosy zaczęły mi coraz bardziej wypadać, chodziłam spać o 19.00.
    W domu ciągle chodziłam ubrana na cebulkę, nawet latem. Brak energii, brak chęci na cokolwiek. Depresja.
    Leczę się już od dwóch lat,z każdą wizytą u lekarza dostaję silniejszą dawkę leku. Mimo to moje tsh dalej jest zbyt wysokie jak na tak młodą dziewczynę. Moje włosy w ciagu tych dwóch lat bardzo się zmieniły, mam ich coraz mniej. Nie pomagają leki, witaminy. Jestem tym podłamana, moje koleżanki mają w sobie tyle werwy, planów, celów do osiągnięcia. Ja nie mam żadnych, ciągle jest mi zimno, mam depresje z powodu przesuszonej skóry, wypadających włosów. Czuje się brzydka i nic mnie nie cieszy. W dodatku martwi mnie to, że mogę mieć również problemy z zajściem w ciąże.
    Chciałabym bardzo pozbyc sie tej choroby,ale wiem, że zostanie ona ze mną juz do końca.

  • Katt
    24 lutego 2016

    Również mogę podpisać się pod wszystkim. Hashimoto i niedoczynność zdiagnozowano u mnie ok 1,5 roku temu. Diagnoza została postawiona przypadkiem – przy okazji kontrolnych badań, okazało się, że TSH jest odrobinę za wysokie. A ja nigdy nie odczuwałam zupełnie żadnych dolegliwości, które mogłyby sugerować, że z moją tarczycą jest coś nie tak. Dlatego też biorę minimalną dawkę leku, żeby, jak to mówi mój lekarz, niedoczynność nie rozkręciła się bardziej. Poza tym, wg niego, nic mi nie jest i jestem zdrowa ;) Niestety, mimo już ponad rocznego zażywania leków i wpadania z niedoczynności w nadczynność i odwrotnie, zauważam u siebie bardzo wyraźne objawy tego ustrojstwa. Włosy wypadają garściami, skóra przeraźliwie sucha – balsamy dają tylko pozorne nawilżenie, nic na nią nie działa. Najgorsze jednak jest ciągłe zniechęcenie, zmęczenie, senność oraz kłopoty z pamięcią i koncentracją! Nigdy w życiu takie problemy mnie nie dotyczyły, a teraz jestem po prostu przerażona tym co się ze mną dzieje. A jeszcze bardziej przeraża mnie to, że nie mam nad tym kontroli. Przy tym wszystkim jest mi coraz częściej wstyd za siebie, szczególnie w pracy. Zapominam o różnych sprawach, nie jestem w stanie zrozumieć i zapamiętać co i jak mam zrobić, o co proszą mnie współpracownicy. Wygląda to tak, jakbym olewała sprawę, tymczasem z mojej głowy wszystko nagle paruje i zostaje totalna pustka :( Czy tak rzeczywiście wygląda życie z hashimoto? To jakieś gorsze okresy, które się zdarzają, czy tak już będzie zawsze? A może mam jednak źle dobraną dawkę leku i stąd to wszystko? Mój lekarz twierdzi, że wszystkie moje objawy nie wynikają z Hashimoto, że przyczyna tkwi w czym innym. Ale z tego co czytam, chyba nie muszę szukać innych chorób, a raczej innego lekarza :)
    Pozdrawiam

    • Asia Pokraczyńska
      27 lutego 2016

      No niestety ja jeszcze nie wymyśliłam co zrobić żeby wrócić do stanu wyjściowego, tzn braku tak silnych objawów jak mam teraz. Dobry lekarz i dietetyk to podstawa, mam nadzieję że obie takiego szybko znajdziemy. Nie martw się innymi, ważne że sama znasz przyczynę swojego zapominania. Ja tak właśnie staram się myśleć!

  • Karolina
    24 lutego 2016

    Kochana popłakałam się czytając ten post, bo sama to wszystko znam z autopsji. Rodzina wyśmiewa moje zmęczenie, partner niby rozumie, ale wiem, że jednak nie do końca… Zauważyłam, że z wiekiem robi się gorzej. W wieku 20 lat miałam włosy cienkie, ale dużo, teraz w wieku 30 lat mam ich połowę. Zmęczenie gigantyczne, rano po prostu nie funkcjonuję, o 14 zasypiam na stojąco w komunikacji miejskiej. Przyjmuję suplementy i postanowiłam przejść na dietę bezglutenową oraz beznabiałową – to będzie strasznie trudne, ale nie widzę już żadnej innej szansy na poprawę mojego samopoczucia poza tym. Boję się też rozwoju kolejnej choroby autoimmunologicznej, one lubią chodzić parami a nawet trójkami… Dziękuję Ci za ten post, jaka to ulga wiedzieć, że człowiek nie jest z tym sam. Życzę dużo zdrowia!!

    • Asia Pokraczyńska
      27 lutego 2016

      Jest dokładnie tak jak piszesz, ja też dziękuję Ci za ten komentarz. Dieta powinna pomóc, trzymam za Ciebie kciuki!:)

  • Emkaa
    22 lutego 2016

    Ja ostatnio wiecznie jestem zła i zmęczona a jak by tego brakowało to budze sie prawie codziennie z bólem „tarczycy”. Nie wiem jak to dokładnie wyjśnić bo jest to coś innego niż ból gardła, który jest początkiem przeziebienia. Mam nadzieje, że sie rozumiemy :) A z tymi lekarzami to się zgodze, ostatnio byłam u lekarza rodzinnego żeby zrobic kontrolne badania. I co? Dowiedziałam sie, że skoro jestem chora ponad 10 lat to jest to zdiagnozowane i on tego badania nie zleci nawet USG tarczycy, które miałam ze 3 lata temu. Także co pòł roku jestem skazana płacic ponad 100zł za to, że jestem chora. Haha. Życie takie piękne :)

    • Asia Pokraczyńska
      23 lutego 2016

      No masz! Co za lekarz wspaniały.. może sobie podać rękę z moim :| ale co zrobić, trzeba sobie samemu radzić. Co do bólu tarczycy bardzo dobrze wiem o czym mówisz, mam go co jakiś czas, dziwne uczucie.. Życzę Ci dużo cierpliwości i zdrowia!

  • marzenia.ww
    22 lutego 2016

    Ja leczę się na niedoczyność tarczycy (przy której później również stwierdzono Hashimoto) od 16 roku życia, czyli już prawie 14 lat. U mnie się to objawiło ogromnym wypadaniem włosów, które przez wiele lat tych lat leczenia tarczycy mnie męczyło, do tego stopnia, że w 2014 r., jak dziennie wypadało mi około 300 włosów a może i więcej, zdecydowałam się na zabiegi u dermatologia mezoterapii igłowej. Obecnie, od prawie roku, jest spokój (odpukać), ale stresów mnie to wiele kosztowało, bo już traciłam nadzieje, że przestaną wypadać i, że takim tempie to za chwile będę miała ogromne prześwity.

    Również mam problem z suchą skórą, szczególnie na łokciach, kostkach i dłoniach, niestety mnie nadal brak systematyczności w balsamowaniu i nawilżaniu :/

    Z kolei nie mam problemówz nerwami i „humorami”, ale dzięki Tobie już wiem skąd zdarza mi się to zapominanie „co miałam powiedzieć czy co miałam zrobić, o czym myślałam przed sekundą.

    Niestety, z własnego doświadczenia i mojej mamy wiem, że trudno o dokładne badanie, pełne poświęcenie czasu pacjentowi, który przyszedł na wizytę w ramach NFZ (raz doświadczyłam takiej wizyty 5 minutowej, kiedy nie miałam ustabilizowanej dawki euthyroxu i kolejną wizytę wyznaczono mi za rok, może miałam pecha, ale nie mam ochoty tego sprawdzać dalej, bo na wizytę się czeka w moim regionie ok roku czasu). Dlatego od początku leczę się prywatnie.
    Lakarza zmieniałam parę razy, ale raz trafiłam na taką panią endokrynolog, którą każdemu mogę polecić z czystym sumieniem, gdzie wizyta trwała godzinę, a ona mnie badała od stóp (dosłownie), w samych figach :) wszystko badała, piersi również, każdy aspekt który może mieć związek z niedoczynnością.

    Jeżeli chodzi o metabolizm u mnie, to mam nadwagę, ale jestem pewna, że akurat ona wynika, z mojej miłości do jedzenia, a nie z tarczycy :-) bo jak przechodzą na dietę to bez problemu gubię kg :-)

    Aktualnie biorę euthyrox 100 i ta dawka jest dla mnie właściwa, ostatni mój wynik to 1,78. Jaką masz aktualnie dawkę?

    • Andzia
      23 lutego 2016

      Jak nazywa się ta Pani i gdzie przyjmuje? Razem z mamą szukamy jakiegoś dobrego lekarza.

      • Asia Pokraczyńska
        23 lutego 2016

        Ale jaka pani?

    • Asia Pokraczyńska
      23 lutego 2016

      Bardzo często słyszę o traceniu włosów, a nawet o łysieniu plackowatym przy hashi. Dobrze że znalazłaś na nie sposób, domyślam się że mogło Ci to przysporzyć wielu problemów. Po takich historiach jeszcze bardziej chce mi się dbać o swoje, bo wiem że mając ich znacznie mniej moja pewność siebie byłaby mizerna niestety!Swojej wizyty u lekarza nie mogę się już doczekać, ewidentnie mam złą dawkę – 300mg. Pozdrawiam serdecznie!:*

  • Andzia
    22 lutego 2016

    Asiu, moglabyś zdradzić do jakiego endokrynologa chodzisz? Byłam zapisana w Opolu, po czym miesiąc przed wizyta okazało się, że klinika została zamknięta (brak umowy z NFZ, czy coś takiego) więc czekam na wizytę w Oleśnie, jednak termin jest kosmiczny. Myślę, żeby zapisać się w ookolice Kielc (tam uterminy sięgają góra 5 miesięcy, nie tak jak u nas lat ;/ ) dlatego chciałabym wiedzieć u kogo Ty się leczysz, i czy jest to dobry lekarz?

    • Asia Pokraczyńska
      23 lutego 2016

      Dość długo chodziłam do dr Truch w Medicusie, teraz czekam na wizytę u dr Sicińskiej, ale myślę też o lekarzach we Wrocławiu..

  • Agnieszka
    22 lutego 2016

    Asiu jaka dawke euthyroxu zażywasz?

    • Asia Pokraczyńska
      23 lutego 2016

      300mg dziennie, ale czuję że dawka jest zła

  • Andzia
    21 lutego 2016

    U mnie jest dokładnie tak jak u Ciebie. Lekarz rodzinny bagatelizuje problem, uważa, że moje złe samopoczucie to wina pogody (nie ważne czy jest ciepło, czy zimno) więc jedyne co mi przepisuje to tabletki. Na wizytę u endokrynologa czekam już 2 rok. Jednak ja przy Hashimoto bardzo chudne, potrafię zgubić od 2 do 5 kg w ciągu miesiąca przy dużym apetycie. Oczywiście objawy mam takie same jak Ty, humory, sucha skóra, brak ochoty na wszystko, bardzo nieregularne miesiączki, dużym problemem jest też brak piersi, który w wieku nastoletnim był przyczyną wielu przykrości. Większość osób w moim otoczeniu uważa mnie na lenia który wymiguje się od wszystkiego broniąc się chorobą. Niestety nie każdy wie co to jest i jak z tym trudno. Choruje już 5 lat, a nadal ciężko mi się z tym pogodzić. Cały czas liczę na lekarza który wkońcu będzie chciał mi pomóc. Mam nadzieję, że ten lekarz będzie w stanie odpowiedzieć na wszystkie moje pytania. Trzymaj się Asiu :*

    • Asia Pokraczyńska
      23 lutego 2016

      Bardzo dobrze Cię rozumiem i jedyne co Ci mogę polecić to nie przejmuj się tym jak ktoś Cię ocenia i rób swoje. Ważne żebyś sama kontrolowała swoje ciało i co możesz a czego nie. Przyznam szczerze że tego chudnięcia trochę Ci zazdroszczę bo mi przydałoby się zgubić 10kg które za cholerę nie chcą spaść :|:p Buziaki!

  • Aleksandra
    21 lutego 2016

    Ech.. |Tak czytam Twoją notkę i sama nie wiem co napisać, żeby nie powielić Twoich słów..
    Dla mnie są to dopiero początki zdiagnozowanej choroby, która trawi mnie od środka dobre 8-10 lat.
    Wahania nastrojów, których nikt z otoczenia nie rozumie. Raz śmiech, za 5 minut płacz z byle jakiego powodu. (PMS to pryszcz)
    Ciągłe, osłabiające, wręcz patologiczne zmęczenie, które jak wspomniałaś, powoduje że padasz z nóg i nie masz siły i przede wszystkim ochoty na jakąkolwiek aktywność, a całe społeczeństwo w około twierdzi, że jak tam można, leniwa jesteś, taka młoda, a taka obolała i marudna.. ( W moim przypadku idzie również w parze choroba kręgosłupa, która wybija mnie z rytmu aktywności po kilku dniach zbyt intensywnych ćwiczeń)
    Wahania wagi? To jedna i WIELKA zmora, już sama nie wiem co jeść. Piękne i kolorowe diety cud, regularne posiłki są OK. W domu, kiedy masz czas (i chęci) na przygotowanie posiłku, a nie spędzając jak w moim przypadku dzień na uczelni ( w Twoim w trasie). Ile można ze sobą nosić pudełek z jedzeniem, kiedy się jest bez przerwy głodnym, a koleżanki na uczelni patrzą na Ciebie jak na nienormalną, bo w końcu ile ja mogę jeść? Co przerwa to posiłek?
    I jedzenie jest właśnie moją zmorą.. Próbuje wykluczyć wszystkie szkodliwe substancje (ach ten internet) gluten? laktoza? Tak jak z tym drugim idzie dobrze, w końcu są mleka bez laktozy i czuje się po nich dobrze, to gluten? Nie sposób.. Jest chyba wszędzie. Bułki bez mąki pszennej smakują jak glina z kamieniem, chleb się kruszy i jest jakiś nijaki. W sklepach nie można znaleźć pieczywa, a nie zawsze jest czas, aby zrobić je samemu..
    Powiedz mi Asiu, z czego Ty zrezygnowałaś? Czy jesz produkty z glutenem, takie jak chleb, czy makaron, ale np. w mniejszej ilości?
    Żaden lekarz się na niczym poza swoją działką nie zna. Badanie krwi, USG, recepta i do zobaczenia na nastepnej wizycie. A co z dietą?
    Ja niestety do lekarza idę za 4 miesiące, a męczy mnie wysypka, chyba od Letroxu.. :(

    • Asia Pokraczyńska
      23 lutego 2016

      Ja też mogłabym się podpisać pod początkiem Twojej wypowiedzi Oleńka!Kolejny post będzie odnośnie jedzenia i diety którą zamierzam podjąć, gluten to mój największy wróg i miłość jednocześnie, bo jest we wszystkim a ja go uwielbiam i nie mam zielonego pojęcia czym zastąpić. Staram się go max ograniczać, ale jak mam ochotę na bułkę to jedną zjem, ale później cierpię na potworny ból brzucha.. Chciałabym iść do dietetyka który powie mi co dokładnie mam jeść nie zakazując praktycznie wszystkiego, bo to przeraża mnie najbardziej. Ściskam Cię mocno i trzymam za Ciebie kciuki, będzie dobrze! Razem coś wymyślimy :)

Your name
Your email address
Website URL
Comment

%d bloggers like this: