Close

Asiapok

Asiapok
pielęgnacja twarzy

Dawno nie pisałam nic o kosmetykach, więc pomyślałam, że najwyższy czas to zmienić :) Dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam jak wygląda moja poranna pielęgnacja twarzy, o tym jakie kosmetyki towarzyszą mi każdego poranka, i jak się u mnie sprawdzają. Ze względu na mój tryb pracy i wstawanie o 6 rano nie mam za dużo czasu na obszerne rytuały, robienie maseczek, peelingi, czekanie godzinami aż wszystko się wchłonie – to zostawiam sobie na wieczór. Rano pielęgnacja twarzy ma być szybka i skuteczna, bo każda minuta jest cenna.

Kilka słów o stanie mojej cery i zmianach w jej pielęgnacji

Od kilku tygodni moja pielęgnacja twarzy bardzo się zmieniła, moja cera stała się bardziej wymagająca. W okolicy wakacji z mieszanej w kierunku normalnej stała się normalna, a następnie przesuszona. Nie wiem czy wynika to ze zmian hormonalnych (a tych w moim organiźmie jak wiecie jest mnóstwo), czy z powodu walki z niedoskonałościami i wiecznym zasuszaniem ich, stała się łaknąca dodatkowego nawilżenia.  Przez te wszystkie zabiegi, w przeciągu krótkiego czasu musiałam diametralnie zmienić swoje nawyki i rytuały pielęgnacyjne. Zamiast walczyć z niedoskonałościami zmagam się z przesuszeniem. Kosmetyki do walki z problemami skórnymi zastąpiłam mocno nawadniającymi, o czym przeczytacie w dalszej części posta. Zapraszam :)

Zaraz po przebudzeniu …

.. przemywam swoją twarz siarkowym antybakteryjnym żelem myjącym z Barwy. Przyjęłam zasadę zmywania co rano wieczornej pielęgnacji, i nakładanie wszystkiego na czystą buzię. Szkoły są różne, próbowałam wielu metod i w moim przypadku taka pielęgnacja sprawdza się najlepiej.

kosmetyki barwa żel

Żel barwy dokładnie oczyszcza pory, zmniejsza stany zapalne jeśli są, nie przesusza skóry, hamuje procesy jej odwadniania, przy dłuższym stosowaniu ogranicza pojawienie się nowych zmian trądzikowych i redukuje przetłuszczanie się skóry. Nie mogę powiedzieć że w 100% zgadzam się z opisem producenta, bo za krótko go stosuję, jednak śmiało mogę stwierdzić, że żel jest naprawdę delikatny i skuteczny. Można go kupić w drogeriach lub na stronie Kosmetyki Barwa .

Myślę że na temat kosmetyków barwy będzie osobny post, ponieważ w pełni na to zasługują :)

Żel ładnie rozprowadza się na twarzy, nie pieni się bardzo mocno, daje „poślizg” do dokładnego oczyszczenia pozostałości  po wieczornej pielęgnacji. Pachnie troszkę sztucznie cytrusowo, jednak zapach szybko się ulatnia. Po dokładnym oczyszczeniu przechodzę do dalszych kroków.

Skład:

AQUA, GLYCERIN, SODIUM LAURETH SULFATE, DISODIUM LAURETH SULFOSUCCINATE, ALPHA-GLUCAN OLIGOSACCHARIDE, PROPYLENE GLYCOL, LAURAMIDOPROPYL BETAINE, PANTHENOL, TRITICUM VULGARE, SULFUR, PEG-30 CASTOR OIL, PEG-7 GLYCERYL COCOATE, PEG-150 PENTAERYTHRITYL TETRASTEARATE, TRIETHANOLAMINE, ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, XANTHAN GUM, PARFUM, METHYLCHLOROISOTHIAZOLINONE, METHYLISOTHIAZOLINONE, LIMONENE, CI 15985

Krok numer czyli dramatyczne nawodnienie

clinique trzy kroki

Jeszcze pół roku temu żel nawilżający Clinique w zupełności mi wystarczył pod makijaż, obecnie jest swoistym podkładem do kolejnego etapu nawilżenia. Z związku ze zmianami w uwodnieniu mojej cery i na tym etapie potrzebna była zmiana pielęgnacji twarzy. Zamiast codziennego używania kremów silnie matujących i wysuszających postawiłam na dogłębne nawilżenie.

Żel Dramatically Different Moisturizing Gel, czyli trzeci krok pielęgnacji Clinique stosuję, kiedy czuję że potrzebuję dodatkowej warstwy nawilżenia przed makijażem. Ma bardzo lekką konsystencję przez co wchłania się bardzo szybko będąc przy tym nie wyczuwalnym na skórze. Nakładam 2 pompki na całą buzię.

Skład:

Water purified, dimethicone, isododecane, butylene glycol, bis-peg-18 methyl ether dimethyl silane, glycerin, laminaria saccharina extract, lactobacillus ferment, polygonum caspidatum root extract, saccharomyces lysate extract, cucumis sativus (cucumber) fruit extract, hordeum vulgare (barley) extract, helianthus annuus (sunflower) seedcake, caffeine, trehalose, sodium hyaluronate, tocopherol acetate, chamomilla recutita (matricaria), polysilicone-11, silica, propylene glycol dicaprate, oleth-10, laureth-23, laureth-4, ammonium acryloyldimethyltaurate/vp copolymer, carbomer, tromethamine, disodium edta, phenoxyethanol, methylparaben, yellow no. 5 (ci 19140), red no. 4 (ci 14700), yellow no. 6 (cl 15985).

Nawilżanie, nawilżanie i jeszcze raz nawilżanie!

Znacie to uczucie, kiedy w upalny dzień dla ochłody bierzecie chłodny prysznic, albo zanurzacie się w basenie? Tak właśnie się czuję zaraz po użyciu kolejnego kremu nawilżającego – tym razem bardziej treściwego od Clinique i znacznie mocniej działającego. Ah! Powiem Wam że ciągle jestem pod wrażeniem jego skuteczności i trwałości nawilżenia.

Co to takiego? To Barwa siarkowa – krem siarkowy długotrwale nawilżający.

Barwa krem nawilżający

To małe niebieskie cudo działa dwufazowo – zaraz po aplikacji zwiększa poziom nawilżenia o aż 103%, natomiast przy długotrwałym stosowaniu podnosi nawilżenie cery o 28%. Ciężko w to uwierzyć, bo kosztuje całe 17zł i najczęściej spotykam go w drogeriach na dolnych półkach. Zdecydowanie jest niedoceniony! Sprawdza się w mojej pielęgnacji twarzy od kilku tygodni. Jest niezwykle wydajny, nawilża, wygładza i ujędrnia moją skórę. Sprawia że jest jednolita i zregenerowana. Czasami po umyciu buzi odczuwaj jej ściągnięciem, napewno znacie to uczucie, wtedy nakładam go grubszą warstwą. W przeciągu kilku sekund jest wpijany przez skórę i czuć że tego właśnie potrzebowała. Nie mogę wyjść z podziwu jak cudownie działa, ale o nim również będzie post – zasłużył sobie na to ;)

Nakładam go chwilę po aplikacji żelu z Clinique, przeważnie zanim go nałożę robię sobie kawę, upinam włosy, daję cerze czas na przyjęcie poszczególnych etapów pielęgnacji.

Skład:

Aqua, Isostearyl Isostearate, Glyceryl Stearate, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Dicaprylyl Carbonate, Dimethicone, Cetearyl Alcohol, Gossypium Herbaceum Seed Oil, PEG-100 Stearate, Imperata Cylindrica roqt Extract, Ceteareth-20, Trehalose, Sulfur, Allantoin, Nordihydroguaiaretic Acid, Oleanolic Acid, Parfum, Carbomer, Sodium Polyacrylate, PEG-60 Almond Glycerides, PEG-8, PEG-30 Castor Oil, Butylene Glycol, Caprylyl Glycol, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Butylphenyl Methylpropional, Benzyl Salicylate, Citronellol.

W dni kiedy wiem że będę spędzała czas w ciepłych, klimatyzowanych pomieszczeniach wybieram jego brata – krem siarkowy antybakteryjny matujący, ponieważ ogranicza wydzielanie się sebum, zapobiega przetłuszczaniu się i błyszczeniu skóry. Dodatkowo przedłuża trwałość makijażu, regeneruje skórę, ściąga pory i nadaje matowe wykończenie. Lubię go, jednak zdecydowanie moim faworytem i odkryciem jest krem nawilżający, w którym razem z moją cerą, jestem zakochana!

Skład:

Aqua, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Hydrogenated Olive Oil, Olea Europaea, Olive Oil Unsaponifiables, Magnesium Aluminum Silicate, Dicaprylyl Carbonate, Butyrospermum Parkii, Zinc Oxide, Polyacrylamide, C13-14 Isoparaffin, Laureth-7, Allantoin, Sulfur, PEG-30 Castor Oil Vaccinium Myrtillus, Saccharum Officinarum, Citrus Aurantium Dulcis, Citrus Medica Limonum, Acer Saccharinum, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Butylparaben, Propylparaben, Isobutylparaben, Imidazolidinyl Urea, Parfum, Citral, d-Limonene, Linalool

Jeśli zastanawiacie się dlaczego nie oderwałam ochronnej folii z kremów to dlatego, że wyczytałam kiedyś, że ma ona za zadanie chronić przed utratą wody z kremu. Nie wiem czy to prawda, czy nie,

Oczy zwierciadłem duszy

Estee Lauder krem pod oczy

Jedni go kochają, inni nienawidzą, ja zdecydowanie należę do pierwszej grupy. Krem pod oczy Estee Lauder Revitalizing Supreme to kojący balsam rozświetlający i jednocześnie ostatni etap mojej porannej pielęgnacji.

Ponieważ stosuję zastygające korektory pod oczy, dość silnie działające, nie mogę sobie pozwolić na przesuszenie delikatnej skóry w tej okolicy. Bez kremu pod oczy ani rusz, to mój zdecydowany must have!

Revitalizing supreme jest gęsty i treściwy, jednak co dziwne bardzo szybko się wchłania pozostawiając delikatną warstewkę. Nie jest to nic tłustego, nie roluje się, po prostu czuć że coś już tam jest,  co dodatkowo ułatwia mi dalszą pracę z korektorem. Mikroskopijne drobinki zawarte w nim odbijając światło sprawiają, że cienie pod oczami (które są moją zmorą) delikatnie się zmniejszają. Mam wrażenie, że im dłużej go stosuję, tym bardziej je rozjaśnia. Zdaję sobie sprawę, że choćbym nie wiem ile i jak często go nakładała, to nigdy ich nie zniweluje – uroki Hashimoto, jednak delikatne efekty są, dlatego to już moje trzecie jego opakowanie. Krem minimalnie wygładza zmarszczki mimiczne, sprawia że cera jest jedwabista. Dodatkowo ujędrnia, nawilża, napina, jest bardzo przyjemny w stosowaniu, i co najważniejsze współgra z makijażem  – nie wyobrażam sobie codziennej pielęgnacji bez tego maleństwa!

Nakładam go cienką warstwą delikatnie wklepując wokół oczu, świetnie sprawdza się też stosowany na zimno, latem mieszka w lodówce ;)

To już cała moja poranna pielęgnacja. Jak widzicie jest naprawdę minimalna, składa się z czterech skutecznych dla mnie kroków. Stosuję ją od wielu tygodni i czuję, że to właśnie to czego moja cera potrzebuje. Taka pielęgnacja zajmuje mi tylko kilka cennych minut każdego poranka,  pozwalając cieszyć się dobrym stanej cery, i idealnym makijażem każdego dnia.

Bardziej treściwą i wieloetapową pielęgnację zostawiam sobie na wieczór. Jeśli jesteście ciekawi jak wygląda dajcie mi znać w komentarzach, chętnie się nią z Wami podzielę :)

Jestem ciekawa jak wygląda Wasza poranna pielęgnacja twarzy!

 

 

Leave a comment

Facebook plugin is not configured. Please add a website for the facebook comments and a number of comments from the Dashboard > Suarez > Additional Options > Facebook.

  • jestemmezatka
    27 stycznia 2016

    A może ktoś wie jak ten krem z Cliniqa sprawdzi się pod podkład True Match z Loreala?

    • Asia Pokraczyńska
      21 lutego 2016

      Sprawdza się bardzo dobrze przy starej wersji podkładu, nowej nie miałam. Ale nie mogłam przesadzić z ilością kremu bo potem szybciej przetłuszczała mi się buzia :)

  • kinga
    11 stycznia 2016

    Używasz tylko żelu z 3 kroków clinique? :)

    • Asia Pokraczyńska
      13 stycznia 2016

      Przez wiele lat używałam wszystkich trzech produktów, do tego jeszcze miałam kremy pod oczy i do twarzy – polecam :) odkąd zrezygnowałam z takiej formy pielęgnacji zaczęły się problemy z niedoskonałościami. Mam w planach wrócić do toniku i mydła, ale to za jakiś czas :)

  • MaryM
    6 stycznia 2016

    Asiu, widzę że zmieniłaś wygląd bloga!
    Ja mam skórę mieszaną, wrażliwą i na przemian stosuję coś co zlikwiduje świecenie w strefie T i delikatnie nawilżające kremy przeciw pękającym naczynkom. :)
    Z Barwy najbardziej lubię różane masło do ciała!

    • Asia Pokraczyńska
      9 stycznia 2016

      Tak! Mam nadzieję, że Ci się podoba tak samo jak mi :)
      Jeśli walczysz ze świeceniem możesz spróbować kremu matującego – przy okazji nawilża, więc nie ma błędnego koła. Na pękające naczynka niestety nic nie polecę, bo nie mam takiego problemu.. Różana barwa skradła moje serce olejkiem pod prysznic. Jest cudowny!

  • Angelika
    6 stycznia 2016

    Ten pomarańczowy krem z Barwy miałam, ale kilka lat temu i nie zużyłam go. Po prostu o nim zapomniałam nie wiedzieć czemu :P. Ale za to uwielbiam szampony do włosów z Barwy więc myślę, że kolejny się skuszę na ten krem. Moja skóra też jest ostatnio przesuszona i nie mam pojęcia czemu. Nic nie zmieniałam, pielęgnacji ani makijażu. A używałaś do nawilżenia maści z wit. A? Dużo się o niej naczytałam.. :) pozdrawiam!

    • Asia Pokraczyńska
      9 stycznia 2016

      Być może do przesuszenia przyczynił się sezon grzewczy, sporo o tym myślałam i poza przesuszeniem spowodowanym niszczeniem niedoskonałości tylko to mi przychodzi do głowy :) Polecam Ci przetestować krem nawilżający, nie zaszkodzi, a napewno nawilży, jeśli nie dogłębnie, to chociaż na dłuższą chwilę.

Your name
Your email address
Website URL
Comment

%d bloggers like this: