Close

Asiapok

Asiapok

Milord to niezwykły królik hodowlany z cudownym charakterem. Sporo osób zdążyło już go poznać, czy to osobiście czy przez Instagram, na którym ma swoich wiernych fanów. Jego historia jest dosyć ciekawa, ponieważ w ciągu 2 lat przeżył więcej, niż inne znajome mi zwierzaki.

Od ponad 11 lat jestem szczęśliwą posiadaczką kochanego psa – suczki Rhodesian Ridgeback, który niestety postanowiła na starość zostać z rodzicami. W związku z tym brakowało mi czworonoga, z który towarzyszył mi od dzieciństwa. nie mógł to być pies, ponieważ oboje z mężem pracowaliśmy, nie było czasu na spacery.

Któregoś dnia pojechaliśmy do rodziny na wieś i kiedy zwiedzałam ich posiadłość moim oczom ukazały się klatki, a w nich urocze chrupiące marchewki pyszczki. Kojarzycie jak w bajkach animowanych w momencie zakochania oczy zmieniają się w błyszczące serca?! :) Tak samo było ze mną kiedy zobaczyłam matkę z młodymi! W tym momencie uświadomiłam sobie, że pragnienie posiadanie królika chodziło za mną od dłuższego czasu. Aż do tamtego dnia … Marzył mi się co prawda piękny hodowlany baranek z opadającymi uszkami, i cudownym charakterem, jednak wiedziałam, że bardzo ciężko jest na takiego ‚trafić’. Zaletą królików hodowlanych nad miniaturkami jest ich charakter. To takie labradory wśród króli ;) Są kochane, spokojne, przyjaźnie nastawione, nie gryzą, nie psują wszystkiego, nie tupią i prychają. Są za to ciężkie, ospałe, skore do zabawy i przytulania, pełne miłości i niezwykle żarłoczne.

Pamiętam, że w klatce była matka i 3 maluszki, ale najbardziej zwrócił moją uwagę maleńki rudzielec, który towarzysko podszedł do mnie,  a następnie ochoczo się przytulał, i wylądował na moich rękach. Chciałam go !!! To była sekunda w której zdecydowałam, że będzie mój! To była miłość od pierwszego wejrzenia! : ) Jak się pewnie domyślacie były to króliki hodowlane, mające geny królików belgijskich i ich przyszłość była zaplanowana: miały być  pysznymi pasztetami i smakowitym obiadem… Tak… mój mały rudzielec miał być zjedzony… Całą drogę do domu miałam łzy w oczach, najchętniej wzięłabym je wtedy wszystkie, żeby tylko nikt ich nie zjadł! Mąż jednak czuwał nad sytuacją i powiedział, że zgadza się na jednego zamiast gromadki. Po powrocie i szybkiej rozmowie dowiedziałam się, że maluch ma 3 tyg, i muszę poczekać kolejne 3 żeby po niego przyjechać.

milord-królik-hodowlany-dlugie-łapki
Milord w wieku 7 tygodni

Te tygodnie oczekiwania dały mi czas na nauczenie się ‚obsługi’ królika, którego nigdy nie miałam. Nie miałam dokładniejszej wiedzy co powinien jeść, jak go pielęgnować, więc moim podstawowym źródłem wiedzy została strona Miniaturka bez tajemnic Miniaturka bez tajemnic  z której dowiedziałam się praktycznie wszystkiego co powinnam na początek wiedzieć. 

Jak tylko dostałam informację, że rudzielec jest gotowy do oddania, spakowałam kocyk, jedzenie i wieczorem razem z mężem po niego pojechaliśmy. Maluch miał skończone 6 tygodni i tego samego dnia został odstawiony od matki i jej mleka. Przez to potrzebował od nas pełnej opieki i miłości, towarzystwa i zastąpienia mu rodziny. W ten sposób zostałam króliczą mamą, a w naszym domu zamieszkał maleńki królik hodowlany.

Wiadomo, nowe otoczenie, nowe zapachy, brak mamy i rodzeństwa, podróż, to wszystko sprawiło, że moja dziewczynka (przed samym wyjazdem hodowca sprawdził płeć rudzielca) była przerażona i całą drogę chowała się w kocu. Serce mi pękało, bo najchętniej tuliłabym ją cały czas, ale postarałam się zastosować do wszystkich rad oraz uwag i na pierwszy dzień dać jej przestrzeń i czas na oswojenie się z nową dla niej sytuacją. Oczywiście po powrocie do domu pozwoliliśmy się obwąchać, chwile ją głaskaliśmy dla uspokojenia i przełamania lodów, pomogliśmy zapoznać się z klatką, przekupiliśmy natką pietruszki i położyliśmy się spać. Na drugi dzień rudzielec biegał po swoim kocyku jak szalony, pozwalała się głaskać, dokarmiać, i chociaż dalej zachowywała dystans, wylizała nam stopy. Wieczorem szalała jeszcze bardziej, więc nie wiedząc jak ją nazwać wymyśliłam Korba – bo zachowywała się jakby miała korbę ;)

Milord młody królik hodowlany
Męska broda idealnie zastąpiła mamę ;)

To był baaaardzo długi wstęp, który mogłam napisać w 5 zdaniach, ale chciałam zbudować historię, żeby każdy dokładnie wiedział co się stało, i dlaczego ;)

Po trzech miesiącach nasza królica była już spora, ważyła całe 2kg, czyli tyle, ile dorosła miniaturka. Rudy kolor powoli znikał (początek listopada), a zamiast niego pojawiała się płowa ‚zimowa’ sierść. Któregoś dnia zauważyłam dwie symetryczne zmiany, wcześniej nieobecne, między tylnymi nogami Korby i prawie dostałam zawału, kiedy okazało się że mamy w domu SAMCA ! Kilka kolejnych tygodni już teraz Korba był tak ucieszony ze swojej męskości, urządzając nam w domu nieustanną lekcję biologii. Był bardzo ochoczo nastawiony do zabawy ze wszystkimi i na wszystkim, bez chwili odpoczynku, wiadomo o czym mówię?:) Pewnego poranka królik uwiesił się najpierw na pluszowej małpce, później na ramieniu i kolanie męża próbując wielokrotnie ulżyć swoim potrzebom. To była decyzja podjęta w sekundzie – królik został przeze mnie wykastrowany. Oczywiście następne kilka dni pokazywał jak bardzo jest na mnie obrażony i zraniony, nie pozwalał oglądać miejsca po zabiegu, omijał mnie szerokim łukiem. No cóż, ktoś musiał być tym złym, a przecież to wszystko dla jego dobra, bo widać było, że zwierzę się samo ze sobą męczy.

Milord królik hodowlany
Jedno z moich ukochanych zdjęć. Te uszy :)))

Kiedy to nasza Korba, stała się samcem, wypadało wymyślić nowe imię, a ponieważ nasz książę ma swoje fochy i zachcianki, uważa się za dumnego właściciela całego świata, wybór padł na Milorda. Nie jestem pewna czy przyzwyczaił się do zmiany imienia, bo jedyne na co najlepiej reaguje to ‚chodź, masz’ kiedy machamy marchewką, pietruszką lub szeleścimy folią. O tak, magiczne dźwięki, które wywołają go z każdego pomieszczenia czy kryjówki. Milord reaguje na komendy typu ‚nie wolno’, ‚chodź do mnie’, ‚masz’, ‚hop’, ‚do klatki’  i ‚królik’. Królik działa najlepiej w połączeniu z czymś, czego nie wolno robić, np. w sytuacji kiedy wchodzę do pokoju i widzę że cwaniak dobiera się do orzeszków – na ostre słowa ‚królik nie wolno!’ wie że coś zrobił źle i biegnie do klatki.

Klatka to jego azyl, miejsce, w którym mu nie przeszkadzamy, nie wchodzimy na jego teren, chyba że z jedzeniem. Całe życie wychodziłam z założenia, że zwierzę ma wiedzieć gdzie jest jego strefa bezpieczeństwa i prywatności. Tak jak pies ma swoje miejsce, tak królik powinien wiedzieć gdzie ma prawo być sam i on z tego korzysta w pewnech sytuacjach. Jeśli np. w domu są znajomi z dziećmi czy psami/kotami, a Milord ma wszystkich dość wskakuje do klatki i wiedząc, że nikt go nie będzie dotykał, lizał, tarmosił za ucho obserwuje sytuację z bezpiecznej odległości. Inny przykład to szczotkowanie w okresie intensywnej zmiany sierści; biegam po domu z furminatorem a Milord celuje do klatki, bo wie, że go z niej nie wyciągnę.

Milord królik hodowlany
Bardzo zmęczony życiem królik

Generalnie jest tyle wątków, o których chciałbym wspomnieć, więc żeby nie wprowadzać tu zamieszania postaram się opisać je w osobnych postach, tj. ulubione królicze miejsca, nawyki i przyzwyczajenia, charakter, operacje, pielęgnacja, żywienie, wycieczki, choroby, itd.

Podsumowując przydługie wprowadzenie do życia z królikiem, chciałabym napisać, że odkąd w naszym życiu pojawił się Milord codziennie nas czymś zaskakuje. Nie ma dnia kiedy nie jestem szczęśliwa z podjętej dwa lata temu decyzji. Codziennie robię mu zdjęcie, muszę go wycałować i wytulić, bo to takie moje królicze dziecko. Trafił nam się wspaniały osobnik, ponieważ nie dość, że z charakteru jest naprawdę cudowny, to nauczył się i nas wielu rzeczy, dzięki którym łatwiej jest wspólnie żyć.

Przed pierwsze 6 tygodni swojego życia wychowywał się z innymi królikami ale i psami, które żyły z nimi w zgodzie i wiecie co? Często wydaje mi się, że on myśli że jest psem. Naprawdę! Być może obserwacja tamtych psów, i mojej suni, którą dość często widzi zaszczepiła w nim psie nawyki ;) Jak tylko przychodzi listonosz czy kurier Milord biegnie pod drzwi, chcąc sprawdzić czy może przypadkiem nikt nie wysłał mu jedzenia. Wizyty znajomych rozpoczynają się obwąchiwaniem butów, a później całej osoby. Jeśli kogoś polubi siedzi przy nim, czasami nawet usypia z głową na kolanie, wylizuje i szturcha noskiem jeśli przestaniemy go głaskać. O tak, głaskać go można godzinami, a jeśli rozboli nas ręka bezczelnie ustawi się pod drugą :) Wieczorami, kiedy tylko położymy się z mężem przed telewizorem, Milord jest już obok nas, bo przecież nie możemy zapomnieć o naszym 7 kilogramowym szczęściu!

Mogłabym tak pisać, i pisać i pisać, ale zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy chcą czytać tyle mojego rozpływania się nad futrzakiem. Pomyślałam o serii Tydzień Milorda w zdjęciach, gdzie będę wrzucać jego ujęcia w różnych sytuacjach Wiem że kilka osób codziennie czeka na zdjęcie bądź filmik z księciuniem. Co Wy na to? Odpowiadałaby Wam taka seria?

Jeśli macie jakiekolwiek pytania odnośnie królika, pomysły o czym chcielibyście przeczytać piszcie w komentarzach. Postaram się obszernie opisywać różne problemy na podstawie naszych doświadczeń, bo kiedy sama szukałam na ten temat informacji w internecie nic nie mogłam znaleźć, więc może komuś akurat się to przyda: )

 

 

Leave a comment

Facebook plugin is not configured. Please add a website for the facebook comments and a number of comments from the Dashboard > Suarez > Additional Options > Facebook.

  • SweetCheekAlexa
    10 sierpnia 2015

    Hihi jakie to fajne uczucie – wiedzieć, że nie tylko ja mam takiego pozytywnego „świra” na punkcie królisia ❤️

    Z przyjemnością oglądam wszystkie zdjecia Milorda na Insta – pozdrowka ????????????

    • Asia Pokraczyńska
      5 stycznia 2016

      Oleńka jesteśmy w tym obie zakochane! Bez uszatych nie ma dnia, ja też mam swoich ulubieńców z Cipkiem na czele :p trzeba je ze sobą spotkać w końcu! buziaki!!!

  • Mika
    1 lipca 2015

    Czesc.mam takie pytanie bo tez mam samca i mam z nim taki problem ze zalatwia swoje potrzeby w domu gdzoe popadnie a raczej gdzie akurat mu przyjdzie ochota..Wydaje mi sie ze wynika to bardziej ze znaczenia terenu bo mamy tez psa i chlopaki tak troche walcza ze soba.zastanawialam sie nas kastracja ale w sumie krolis zdrowy i wet nie radzil.uczyliscie jakos swojego uszaka zalatwiac potrzeby w klatce a nie poza?moze cos mi poradzisz. Moze jakas metoda zadziala..w klatce mam taka narozna duza kuwete i poki jest w klatce jest ok ale jak biega to jest nie do opanowania:(.pozdrowienia z Gda

  • Gabrysia
    26 czerwca 2015

    Super post :)
    Zapraszam na mojego bloga http://jestemgabrysias.blogspot.com/ :)

    • Asia Pokraczyńska
      5 stycznia 2016

      Bardzo dziękuję :) pozdrawiam serdecznie!

      • Asia Pokraczyńska
        6 stycznia 2016

        Nie ma za co :) miłego dnia Gabrysiu

  • adawi_
    31 maja 2015

    znalazłam Cię na insta, uwielbiam Twojego królika :D

    kolorowaradosc.blogspot.com

    • Asia Pokraczyńska
      3 czerwca 2015

      miło mi dziękuję : )))

  • wuvixa.pl
    25 maja 2015

    Jaki on był słodki jako malec! To znaczy dalej jest, ale to zdjęcie, gdy miał 7 tygodni takie pocieszne! Już rozumiem Twoje serduszka w oczach :-) cudowna historia Kochana! Buziak dla Milorda <3

    • Asia Pokraczyńska
      26 maja 2015

      Dziękuję! Nie sposób było przejść obok niego obojętnie : )Buziaki dla Syriusza :*

  • Ven Lifestyle
    20 maja 2015

    znałam trochę historię Milorda z Instagrama, ale nie tak dokładnie jak tu opisałaś ! Uwielbiam to stworzenie i łzy mi leciały po raz kolejny, kiedy czytałam o pasztecie :(

    http://ven-lifestyle.blogspot.com/

    • Asia Pokraczyńska
      20 maja 2015

      Pasztet ma się cudnie, nie płacz kochana :))) czasem tylko jak mnie zdenerwuje, to go straszę brytfanką i buraczkami ;) to kawałek jego historii, więcej postaram się już częściej opisywać. Buziaki od nas!

  • Kasia KAJANIKI
    20 maja 2015

    Ach cudownie się czytało! Kochane 7 kg szczęścia :)))

    • Asia Pokraczyńska
      20 maja 2015

      Czasami mam jeszcze problem z opanowaniem słowotoku, i podejrzewam, że taki post mógłby mieć 10 stron :p Kochana ale ja widzę, że Ty się poważnie rozkręcasz z blogiem z czego baaaaardzo się cieszę :))) tylko muszę Piotrka zatrudnić bo nie mogę nic skomentować pod Twoimi postami :(

Your name
Your email address
Website URL
Comment

%d bloggers like this: