Close

Asiapok

Asiapok
hashimoto choroby tarczycy tarczyca letrox leki

Witajcie kochani!

Wczoraj zdradziłam Wam kilka sekretów na swój temat więc dzisiaj postanowiłam to kontynuować. Wiele z Was zdążyło się już dowiedzieć, że od ponad 13 lat walczę z pewnym panem – Hashimoto – którego wyobrażam sobie jako małego wrednego człowieczka. Celowo użyłam sformułowania walczę, ponieważ przez wspólnie przeżyte lata wiele się działo, ciągle zmieniało się moje ciało, humory, poziom hormonów nigdy nie mógł się ustatkować. Ale może zacznę od początku, żeby tym, którzy jeszcze nie wiedzą za wiele na ten temat, nakreślić chorobę i moją przygodę z nią związaną ;)

Od dziecka zawsze byłam niejadkiem z niedowagą. Mama prawie wmuszała we mnie jedzenie, prosiła, błagała, przekonywała, ale ja po zjedzeniu kawałeczka chleba, czy odrobiny zupy miałam dość na cały dzień. Przy każdym okresowym badaniu w szkole pielęgniarka łapała się za głowę z powodu mojej niedowagi, mimo że wyglądałam i czułam się zdrowo. W pewne pamiętne wakacje siostra zabrała mnie ze sobą na miesiąc do Niemiec i wtedy wszystko się zaczęło…

Jak nigdy jadłam wszystko co było na talerzach, prosiłam o dokładki, zostawiałam sobie na później, szybko robiłam się głodna co było dla mnie nowością. Pewnie sobie myślicie ‚no tak małe wygłodniałe dziecko dorwało się do zagranicznych przysmaków i je, jakby całe życie nikt jej nie karmił’ coś w tym jest ale nie do końca ;) Mamy rodzinę za granicą więc styczność z tamtejszymi potrawami czy słodyczami nigdy nie robiła na mnie wrażenia. Tłumaczyłam to sobie z mamą i siostrą zmianą powietrza, większą ekscytacją z okazji tego co się wokół mnie działo itd. Jednak razem z apetytem równie często i szybko zmieniał mi się nastrój. Potrafiłam się śmiać do łez a za sekundę płakać, wybuchać złością z byle powodu, miałam ochotę udusić każdego, a za chwilę kochałam całym sercem. To dało mojej mamie do myślenia, zabrała mnie do lekarza i mówi, że dziecko nagle zaczęło jeść (wyobraźcie tu sobie minę pani Doktor), humory zmieniają się z sekundy na sekundę i że czuje że coś jest nie tak jak powinno. Lekarz w pierwszej chwili powiedział, że zamiast panikować powinna się cieszyć że mała Asia w końcu je i waży tyle ile powinna, jednak wzrok mamy szybko sprowadził ją na ziemię. Zleciła na cito badanie tarczycy i wyszły mi tak koszmarne wyniki, że od w ten samej sekundzie pojechałyśmy do szpitala na wizytę u endokrynologa. Od tej pory moje życie bardzo się zmieniło.

Dla takiego dziecka jak ja wtedy zdanie ‚jesteś chora, do końca życia się nie wyleczysz, będziesz musiała brać leki’ było wyrokiem. Ale dalej nie wiedziałam kto, albo może co to jest to Hashimoto. O tym przekonałam się po powrocie do domu i do dzisiaj uczę się z nim żyć.

Miał być krótki wstęp… Czy ja już wspominałam że uwielbiam rozmawiać, pisać i blog jest idealnym na to miejscem?:)

W wielkim skrócie choroba Hashimoto jest autoimmunologicznym zapaleniem gruczołu tarczowego, które jest najczęstszą przyczyną niedoczynności tarczycy. Drugim problemem jest fakt, iż bardzo często towarzyszą mu dodatkowe choroby autoimmunologiczne. Jak wiecie tarczyca odpowiada między innymi za metabolizm, termoregulację odpowiednie wchłanianie substancji, rozwój centralnego układu nerwowego i układu kostnego, transport wody, stymuluje wzrost i dojrzewanie, i wiele innych. Dlatego osoby mające zaburzenia w obrębie tego gruczołu nie wyglądają i nie czują się tak jak powinny.

Przez ponad 13 lat wiedziałam, że codzinnie rano muszę zjęść Letrox (aktualnie 300mg i dalej nie mam idealnie wyregulowanych hormonów), nie powinnam jeść soi, orzeszków ziemnych, kalafiora i brokuła. Tyle z diety. Czytałam, dowiadywałam się i rzeczywiście nic nowego w temacie się nie pojawiało. Dwa lata temu zaczęły się u mnie inne problemy zdrowotne, więc zbieranie informacji o Hashimoto odstawiłam, aż do początku tego roku. Wiele osób zaczęło wokół mnie zmieniać dietę, opowiadać o tym jak dobrze się czują, motywowały mnie to tego samego. Któregoś dnia, kiedy kolejni znajomi opowiadali o cudownych skutkach odrzucenia nabiału i glutenu postanowiłam wgłębić się w ten temat i dowiedzieć się czy to kolejna modna dieta czy jednak coś przełomowego. W tym dniu, ponad dwa miesiące temu zaczęłam kolejny rozdział w swoim życiu z tym małym wrednym człowieczkiem.

Jutro opiszę Wam zmiany mojego ciała spowodowane chorobą, oraz to czego dowiedziałam się z wykładu u dietetyka specjalizującego się w żywieniu przy Hashimoto.

Bardzo Wam dziękuję za poświęconą chwilę, mam nadzieję że mój niezwykle krótki wstęp zachęci Was do przeczytania dalszych postów. Miłego dnia :)

Leave a comment

Facebook plugin is not configured. Please add a website for the facebook comments and a number of comments from the Dashboard > Suarez > Additional Options > Facebook.

  • Paula
    4 maja 2015

    W końcu ktoś kto rozumie moją sytuację. Od stycznia 2013 (rocznikowo miałam wtedy 17 lat) walczę z moją tarczycą. Trafiłam do szpitala z wytrzeszczem oczu jak u ropuchy, wysokim ciśnieniem, tętnem jak torpeda i 39 (!!!) kg na wadze. Diagnoza lekarzy z katowickiego centrum zdrowia dziecka była jednoznaczna: Graves-Basedow. Byłam doskonałym książkowym okazem tej choroby, ba studentki z Hiszpanii wzorowały sie na mnie robiąc badania haha :D Po tygodniu już miałam kilka kg więcej, a po 2 tygodniach w końcu zaczęłam wyglądać jak człowiek i czuć się lepiej. Byłam kontrolowana przez lekarza co 3 tygodnie, i było milutko, dopóki w czasie wakacji nie zaczęłam dziwnie tyć, nogi zaczęły mi puchnąć, każdy krok stawał się coraz cięższy. Razem z mamą zauważyłyśmy, że przybieram tylko na brzuchu i buzia znacznie mi się zaokrągliła, dodatkowo we wrześniu zaczęła się szkoła, a ja mogłam spać całymi dniami i co 2 minuty zmieniać nastrój: złość-płacz-radość. Czułam się fatalnie, nie mogłam na siebie spojrzeć w lustrze, aż w końcu powiedziałam rodzicom, że dalej tak nie moge i następnego dnia już byłam w katowicach. Pani doktor już wcześniej mówiła, że mam się obserwować, bo hormony zaczynają sie dziwnie wahać i niewykluczone, że przejdę w niedoczynność, ale nikt nie spodziewał się, że w październiku na wadze wyskoczy mi 57 kg, a na wynikach ta mała wredota hashimoto. I tak od jesieni 2013 hormony normują się i znów przeskakują, a moje nastroje czasami dobijają domowników, ale żyć jakoś trzeba. Dodam tylko, że od stycznia tego roku musiałam się już przenieść na dorosłych, a nowy lekarz, wylał pomyje na sposób leczenia poprzedniej p. doktor, chociaż ona zawsze umiała mnie ustabilizować i przy jej leczeniu czułam się względnie dobrze, a przy nowym lekarzu, no powiedzmy średnio na jeża, a TSH od stycznia jak było wysokie tak jest, mimo przyjmowania letroxu 100 a teraz letroxu 125.

    • Asia Pokraczyńska
      6 maja 2015

      Może wybierz się do innego jeszcze endo na kontrolę? Bo tak to już jest z tarczycą, że jeden dzień jest cudownie a następnego totalna zmiana. Dieta i jedzenie są dla mnie olbrzymim problemem bo przez większość czasu to hormony sterują moim głodem, w związku z czym czasem nie czując głodu jem nie wiem dlaczego. Z wagą nigdy nie walczyłam bo mi odpowiadała ale ostatnio, tak jak u Ciebie wahania są ogromne i ciagle zmienia mi się dawka leku. Przeszłaś niezłe piekło z tego co piszesz, mam nadzieję że naprawdę szybko wszystko się unormuje i zaczniesz w miarę normalnie żyć! buziaki :)

  • nikki
    4 maja 2015

    Ja co prawda nie zmagam się z Hashimoto (na szczęście), ale mam niedoczynność tarczycy więc doskonale Cię rozumiem. Dodatkowo mam podwyższony kortyzol i nie powinnam się denerwować ani nie wolno mi też zbyt intensywnie ćwiczyć (godzinne treningi 6 razy w tygodniu odpadają), bo to wszystko podwyższa kortyzol co w konsekwencji powoduje tycie w okolicy brzusznej, czyli w najgorszej z możliwych. O lekarzach to mogłabym chyba książkę napisać i to niestety nie byłaby szczęśliwa historia, bo wielu z nich tak naprawdę się nie zna na prawidłowym leczeniu. U mnie skutkiem jest przytycie 39 kg z niczego, ale dzięki mojej dociekliwości i własnej edukacji doszłam do momentu, w którym udało mi się od stycznia schudnąć 12 kg. Zdrowo się odżywiam, jem dużo więcej (wcześniej mogłam zjeść 1 jabłko dziennie) i ćwiczę z Jillian Michaels i również, jak Ty postanowiłam, dzielić się moim doświadczeniem na blogu, bo może komuś to pomoże lub zmotywuje go do walki o własne zdrowie :) (obserwuję od dawna na Insta: princessbarbra ;) i fajnie, że powstał w końcu blog, ale już Ci to mówiłam ;) )

    • Asia Pokraczyńska
      6 maja 2015

      Przede wszystkim bardzo dziękuję!:) tak czytając Twoją historię nie wiem która z nas ma gorzej, bo i jedno i drugie trudne, zwłaszcza bezstresowe życie… Kto by nie chciał, ale jak to wytłumaczyć innym, żeby nas nie denerwowali i nie dawali powodu do skaczącego ciśnienia;) jesli chodzi o lekarzy w ostatnich 3 latach w moim życiu tyle się działo, że jak słyszę o naszej służbie zdrowia to aż mnie trzepie złość ale wole się nie uruchamiać. Trafić na dobrego lekarza i wolny termin to wygrana na loterii ale całe szczęście że mamy siłę walczyć i nie dawać się chorobie :)

  • Baśka
    3 maja 2015

    Asiu jesteś przesympatyczną osobą. Uwielbiam Twój profil na instagramie o czym wiesz. (Obserwuje jako baska.sowa.3)I w końcu doczekałam się Twojego bloga. Nawet nie wiesz jaką radość mi tym sprawiłaś. :) przeczytałam wpis jednym tchem, chociaż chora nie jestem. Tak ciekawie piszesz, że jestem zawiedziona że taki krótki wpis dodałaś. buziaki :* :* :*

    • Asia Pokraczyńska
      4 maja 2015

      Dziękuję kochana nawet nie wiesz jak mi ulżyło że póki co tyle osób tu zajrzało i tyle pozytywnych słów usłyszałam! Wpis jednym ciągiem byłby tak długi, że podejrzewam w połowie każdy miałby dość, a tak podzieliłam na dwa i mam nadzieję że będzie lepiej :))) dla zdrowych osób będzie wiele ciekawych porad jak jeść jeszcze zdrowiej, chociaż nie zawsze niestety smaczniej :p

Your name
Your email address
Website URL
Comment

%d bloggers like this: